fbpx


POKOLENIE Z

Zobacz, jak ludzkość poradzi sobie w świecie zmierzającym ku upadkowi. Naraz, niemal z dnia na dzień ludzkość budzi się w nowej, brutalnej rzeczywistości. W świecie apokalipsy zombie. W świecie bez organizacji, zakazów oraz odpowiedzialności za czyny.

Oskar Fuchs - Pokolenie Z

„Apokalipsa jest jedynie tłem, dającym możliwość wydobycia z człowieka pierwotnych instynktów.”

Czy w przepełnionym brutalnością chaosie dobro ma szansę zaistnieć? Czy ludzi motywuje jedynie przemoc i chęć władzy? Czy zwykli obywatele pragnący spokojnego życia odnajdą się w świecie, w którym obowiązują prawa dżungli? Komu przypadnie rola łowcy, a komu ofiary? Jak poradzą sobie bohaterowie z różnych środowisk, o różnych doświadczeniach oraz umiejętnościach? Kto odkryje najlepszy sposób na przetrwanie?

Poznaj przejmującą historię ludzi, którzy z dnia na dzień znaleźli się w nowym, brutalnym świecie.

OSKAR FUCHS

Autor debiutanckiej powieści osadzonej w świecie postapo.

GRAFIKI KONCEPCYJNE

Patronat medialny nad powieścią objął portal Granice.pl

Pokolenie Z zostało nominowane do plebiscytu „Najlepsza książka na jesień 2020”.

„Akcja pędzi niczym ekspres i z taką samą mocą czytelnik zderza się
z nową rzeczywistością, w której znaleźli się bohaterowie.
Bardzo ciekawy debiut. Polecam!”

DAWID WASZAK

Autor 'Mrocznego układu'

„Jako pierwszy czytelnik, i to bardzo surowy, muszę przyznać, że ten debiut mnie zaskoczył. Ciekawa, bardzo błyskotliwie i konsekwentnie poprowadzona fabuła, bardzo żywe, niebanalne postacie, dużo silnych emocji – tych trudnych – ale i humoru, broni, a nawet seksu :). A przy tym łatwy odbiór, bo książkę czyta się tak, jakby oglądało się film sensacyjny. Obrazowe ujęcia i zbliżenia, inteligentne dialogi, dużo akcji, przemocy, ale i heroicznych uczynków. Zdecydowanie polecam!”

Beata Wojciechowska-Dudek

Recenzentka

KUP POKOLENIE Z

Oskar Fuchs – Pokolenie Z
39,90 zł

Oskar Fuchs – Pokolenie Z – Rozdział 1
0 zł

Dirk kolejny raz rzucił okiem na telefon. Na wyświetlaczu nie było widać ani jednej kreski zasięgu, jakby jego karta SIM przestała działać.  

Z podobną nerwowością na swoje telefony spoglądali otaczający go pracownicy różnych resortów policji, wojska i wywiadu. Nie wiedzieli, po co ich wezwano, ale była to sama śmietanka. Zasłużeni dla kraju, odpowiedzialni i co najważniejsze – skuteczni. Widać zastępca sekretarza obrony chciał mieć przy sobie pewnych ludzi, a to nie zapowiadało nic dobrego. Fakt, że sięgnął nawet po siły policyjne, niepokoił Dirka, gdyż świadczył o zagrożeniu, które dotyczyło bezpośrednio obywateli na terenie Stanów Zjednoczonych.

Rosjanie – zaczepił go Oswald Shoemaker, szef placówki dyplomatycznej w Moskwie. – To na pewno przez cholernych Rosjan tu jesteśmy.

Wątpię – odpowiedział Dirk. – Rosjanie mają dość własnych problemów, po co mieliby podnosić na nas rękę? Nie są głupi.

To może Chiny? – włączył się do rozmowy gość z kubkiem kawy z automatu. – Panowie pozwolą, że się przedstawię: pułkownik Oliwer Crosby, marines. – Był mężczyzną po czterdziestce, ale przez chłopięce rysy twarzy i rękawy munduru podwinięte do łokci wyglądał nieco infantylnie.

Dirk słyszał, że zrewolucjonizował wojska chemiczne. Skończył chemię i West Point.

Miło pana poznać, panie pułkowniku. – Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie. – Dlaczego sądzi pan, że to Chiny? Żyje im się dobrze i bez wywoływania wojny zdobywają nasz teren kawałek po kawałku. Skupują obligacje, udzielają nam pożyczek, inwestują w nieruchomości. Jeszcze chwila i zaczniemy kupować od nich samochody – dziwił się Dirk.

Nigdy nie wiadomo, czego się po nich spodziewać – zaśmiał się pułkownik, po czym wziął łyk kawy.

Jak po Rosjanach? – dociął Oliwer. – Zastanawiam się, jak działa nasz wywiad, skoro panowie używają słów „może” i „prawdopodobnie”.

Nie kłóćmy się – wtrącił Dirk, widząc Shoemakera gniotącego kubek. – Lepiej skupmy się na problemie.

Dziś tylko szaleniec byłby w stanie porwać się na USA – powiedział Shoemaker tonem, który czynił z niego żywą ulotkę propagandową Pentagonu.

Ani to, ani to, panowie. – Zebrani odwrócili się w kierunku kobiecego głosu, który dochodził od automatu do kawy. – Jeśli w tak pilnym trybie zebrano tylu wojskowych, a do tego naukowców, to problem leży po naszej stronie granicy. Podejrzewam, że rząd szykuje się na jakąś katastrofę i skupimy się dziś na analizie problemów. Spójrzcie dookoła, ilu z tych osób nie znacie, bo są młodzi. Za młodzi na kariery rządowe, więc to pewnie geniusze sprowadzeni z Yale czy MIT. Sądzę też, że to, czego się boimy, już się dzieje, a my tu jesteśmy, żeby uratować, co się da, a nie żeby temu zapobiec.

Maszyna zasygnalizowała, że kawa jest gotowa do odebrania. Kobieta pochyliła się, żeby wyciągnąć papierowy kubeczek. Miała długie blond włosy spięte w kucyk i jasne oczy schowane za okularami w cienkiej oprawie. Jej spojrzenie oraz ton sugerowały, że jest kimś ważnym, może nawet ważniejszym od nich. Była ubrana w błękitną bluzkę i czarną sukienkę kończącą się przed kolanem. Beżowe szpilki wyglądały na nowe, pewnie wolała dżinsy i trampki. Jasna, nieopalona cera w tej części Stanów świadczyła o tym, że jest wrogiem słońca lub spędza zbyt dużo czasu w zamkniętym pomieszczeniu. Nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia pięć lat, a jej szczupłe ciało na pewno podobało się mężczyznom.

Nazywam się Cristi Hansen i jestem wirusologiem.

Wirusolog, wojska chemiczne, FBI, CIA, a oni zamknięci w bazie kilkanaście metrów pod ziemią – nie było dobrze. Dirk myślał jednak tylko o Cynthii.

Czy jest bezpieczna? Poradzi sobie.

Przewiń do góry